Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

odwyk czas zacząć...

piątek, 20 listopada 2009 22:08
  Tak naprawdę ciężko ocenić co było Mateuszkowi, podróż, atak padaczki, zmiana klimatu, gorączka i to nie mała bo 40 stopni potem dziwne rzeczy z dziąsłami, wszystko zakończone pleśniawką i kolejnym zapaleniem jamy ustnej. Wszystko potrafię zrozumieć ale jak dziecko które nie pcha co popadnie do paszczy ma kolejne zapalenie jamy ustnej i tak ciężko je przechodzi. Hmmmm no po moim dziecku potrafię spodziewać się wszystkiego, bo pomysłowa z niego bestia ale co to było tym razem to nie mam pojęcia. Obecnie wszystko mija i powoli wraca do normy.

Znów jest uśmiechnięty i pogodny choć bardzo czuły i ma „huśtawki" nastrojów. Baaardzo głośno oznajmia jak tylko coś mu nie odpowiada. A oczywiście najbardziej odpowiada mu siedzenie, jedzenie i spanie na rękach. A to się tak nie da, zresztą ku jego wielkiemu zdziwieniu. Więc ma fochy. Jest trochę rozdrażniony bo przypomniał sobie, że przed chorobą miał smoczka i nagle go nie ma. Wprawdzie sam go odrzucił ale pewnie nie był świadomy że mama zabierze go na zawsze. A tu niespodzianka, dyda nie ma i jest twarde postanowienie, że nie będzie. Halllo mały kończy w lutym 4 latka, to już najwyższy  czas zacząć być małym chłopcem a nie dzidziusiem i w inny sposób nauczyć się wyładowywać napięcie a nie gryząc smoka... mam tylko nadzieję, że nie ma mamie J

 Jeśli mogę być szczera Mateusz jest totalnie uzależniony ode mnie ( i to już podkreślałam kilka razy, wiem) i przez ostatni okres chorobowy całkowicie wsadził mnie pod swój pantofelek...(tak źle jeszcze nie było) tak wiem to moja wina, bo sama się dałam. Hmmmm czy jest osoba która potrafi cokolwiek odmówić choremu dziecku?? Ja nie potrafiłam i teraz odbija się to czkawką. Mateuszek momentami przechodzi sam siebie i niemal siedzi mi na głowie i to nie jest przenośnia... czas na odwyk... tylko jak???

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

w domku

wtorek, 17 listopada 2009 13:04
  W niedzielę ruszyliśmy pełni obaw do domu, do Brzeziej. Mateuszek część drogi spał mi na rękach a drugą część spędził leżąc i również spiąc. Obyło się bez przykrych niespodzianek. W domku też ładnie zjadł kolację i przespał całą noc u siebie w łóżeczku, spał do 11, byłam przeszczęśliwa bo od dłuższego czasu warta przy nim trwała 20 godzin na dobę. Wyspani, zaczęliśmy się rozpakowywać ale Mateuszek nagle znów zaczął płakać, gorączka skoczyła i tylko u mamy na rękach było fajnie. A już myślałam, że będzie ok. bo dziąsełka wyglądały lepiej, afty zaczęły znikać po lekarstwach. A tu proszę znowu to samo, płacz...

Mój mały aniołek to jednak bardzo cwana bestia i zaczął wykorzystywać mnie na całego. Terrorysta z niego idealny... a jak tu nie brać na ręce i nie lulać jak dziecko płacze. Tylko co ciekawe jak mu tłumaczyłam że mama musi chwilkę odpocząć i zaraz przyjdzie to na początku protest a po chwili zaczynał się trochę bawić rączkami i nie płakał, jak tylko się odzywałam lub pokazywałam mu to od razu zaczynało się marudzenie i chciał na rączki. Uzależniony o mamy to on jest, ja od niego też, ale mój kręgosłup odmawia posłuszeństwa i boli gdy cały czas noszę moje 17kg szczęścia...

Dziś teoretycznie lepiej, znów pięknie zjadł, pobawił się i „mamo na ręce" ach chwila co najważniejsze od 4 dni Mateuszek funkcjonuje bez smoczka i to sam się go pozbył. Baaardzo mnie to cieszy bo ma prawie 4 latka i jednak dyda trzeba było mieć przy sobie zwłaszcza do spania. A teraz luz!!! Heh trzeba teraz to utrzymać i jeden problem z głowy.

 Tak naprawdę to ciężko powiedzieć na ile Groszek się źle czuje a na ile marudzi i wykorzystuje mnie do noszenia. Hmmmm jutro kontrola u lekarza i zobaczymy. Bo poza sporadyczną gorączką (z powodu ząbków) nic się nie dzieje...

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

wakacji cd

niedziela, 15 listopada 2009 1:37
  Dziś sobota, a właściwie już niedziela, tradycyjnie późno w nocy. Mateuszek zasnął obok mnie. Dalej jesteśmy w Zdbicach  Śpi spokojnie...mam czas dla siebie, niestety nie wiem jak długi więc piszę szybko, od czasu do czasu zerkając na bzdurny film na 2.

 Niestety piątek nie przyniósł długotrwałego spokoju i ukojenia dla nerwów Groszka. W piątek rano obudził się z nabrzmiałymi i poranionymi dziąsłami. Płacz i ból maleństwa był bardzo rozdzierający ale musiałam mu wyczyścić ząbki z zaschniętej w nocy krwi żeby sprawdzić co się stało. Nad 1 i 2 rana , na szczęście nie jestem tu skazana na siebie i w obcym miejscu tylko wśród przyjaciół. Parę telefonów Pani Tereski (u której się gościmy, przyjaciółki rodziców) i leki dla Mateuszka  ( na dziąsła i przeciw gorączce) w ciągu 30 min z apteki przyjechały z Emilem, który zerwał się z pracy żeby jak najszybciej nam pomóc (syn Pani Tereski i mój kumpelJ). Jeszcze przez parę godzin sytuacja się niestety nie poprawiała więc Pani Tereska umówiła nas na wizytę u dentysty w obawie że ząbek mu krzywo rośnie i sprawia mu przez to ból. Jednak leki zaczęły łagodzić zaczerwienienie dziąseł i opuchlizna zaczęła znikać. Mateuszek miał niesamowity apetyt, dużo pił i spał, gorączka się ustabilizowała. Z godziny na godzinę był pogodniejszy i skory do zabaw. Ale podjęłyśmy decyzję, że i tak powinien zobaczyć to lekarz. I tak na cito trzeba było jechać do Wałcza do gabinetu, ale kolejny problem polegał na tym że Mateusz nie nadawał się na jazdę ze mną samemu. Potrzebowałam kierowcy i wsparcia na miejscu, ale jak się jest wśród przyjaciół problemy szybko się rozwiązują. Jacek, brat bliźniak Emila, nie zadając zbędnych pytań  przepiął fotelik z mojego samochodu do siebie i pojechaliśmy. Pan doktor posmarował małemu dziąsełko i powiedział żeby się nie martwić bo to tylko lekko zaogniona ranka i szybko przejdzie po tym specyfiku (musiał się rozciąć zabawką lub czymś innym). Był to oczywiście prywatny gabinet stomatologiczny, ale ku mojemu zdziwieniu nic nie zapłaciliśmy  ( we Wrocku samo trzaśnięcie drzwiami prywatnego gabinetu kosztuje). Drogę do leśniczówki  maleństwo już spędziło u mnie na rękach, do fotelika nie chciał wsiąść, wpadł w histerie i trząsł się cały z nerwów i pewnie bólu.

Kolacja i leki ukoiły maleństwo i spał słodko całą noc a jak mogłam się spokojnie napić z przyjaciółmi przepysznego winka domowej roboty (mniam mniam) i przez chwilę naprawdę zrelaksować.

W sobotę rano wyszło przepiękne słoneczko, widok na zamglone oświetlone słońcem jezioro napełnił mnie radością, synek przywitał mnie szczerym uśmiechem.  Ach ostatni dzień w Zdbicach, odpoczniemy... i tak po drugim śniadaniu wyszliśmy do ogrodu. Mateuszek przysypiał na słoneczku a ja umyłam autko w ramach walki z błogą nudą;-)  spacer i czas na obiadek... no i się zaczęło, znów płacz, tym razem nie chciał jeść, wyrywał się z ogromną siłą więc nie karmiłam go na siłę... ale znów marudzenie, senność, gorączka. I tak do późnego wieczora...walka i pytanie CO MU JEST????JAK POMÓC MOJEGU ANIOŁKOWI??? I w końcu lampka się zapaliła. Afty w buzi daleko na gardle i z tyłu za siekaczami. Oj nie dał sobie pozaglądać do buziaka ale metodą dedukcji i po obserwowaniu jego zachowania doszłyśmy do takich wniosków i sprawdziło się, maleństwo ma w buźce afty..

 

Jutro a właściwie dziś koło 14 wracamy do domku. Ciężki i bardzo stresujący był ten nasz wyjazd. Fizycznie na pewno nie odpoczeliśmy ale na pewno zmiana klimatu i ludzi otaczających nas i zmiana codziennych rytuałów na pewno dobrze nam zrobiły. Mimo wielu niekoniecznie miłych „niespodzianek" od samego początku wyjazd dobrze nam zrobił. Tak myślę...Przyjaciele się jak zawsze sprawdzili ( Kochani moi dziękuję Wam bardzo za wsparcie i pomoc!!!!!:-*)

 A z aftami (lub pleśniawką to się okaże dokładnie po wizycie u pediatry) dokończymy walkę już na domowym gruncie...a teraz spać bo tęskno mi już bardzo do domu a jak się śpi to czas szybciej mija...

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

wakacje...

piątek, 13 listopada 2009 0:03
  Sporo dobrego i złego się ostatnio dzieje. Może zacznę od dobrego, w końcu ukończyliśmy maraton z okulistą i już czekamy na dobranie oprawek dla Mateuszka. Zła wiadomość; ze względu na kształt głowy i szeroki rozstaw źrenic nie będzie łatwo znaleźć odpowiednią oprawkę. Dobrze, że moja mama pracuje u producenta opraw okularowych więc szuka u źródła.

 

Rehabilitacja super do przodu, tu nie ma zastrzeżeń, że mały się rozwija i brnie twardo do przodu. Więc w nagrodę za wytrwałość dla niego postanowiłam wyjechać do azylu: Zdbic. Sama też chciałam uciec od ostatnich przykrych wydarzeń i złapać łyk leśnego powietrza. Termin wyjazdu padł na 11 listopada więc trasa była super, pusto, bez innych aut, tirów i co najważniejsze bez policji (tym razem mi się upiekło;-) Mateuszek całe 5 godzin rozrabiał, śmiał się i co chwilkę mnie zaczepiał. Byłam szczęśliwa bo bałam się, że źle może znieść podróż bo jest po chorobie. Ale niestety moja radość skończyła się gdy byliśmy 20km od celu. Groszek zaczął wymiotować flegmą,kaszleć marudzić i ostatnie km pokonaliśmy w ponad 40min. Niestety gehenna nie skończyła się gdy wysiedliśmy z auta. Wtedy się dopiero zaczęło... wymioty, płacz, zmęczenie wszystko skumulowało się i skoczyła mu temperatura i niestety po ponad roku bez ataków padaczki pojawił się atak. Zwlekałam z podaniem relanium ale niestety wszystko się nasilało a przez wymioty Groszek nie mógł zasnąć a zmęczenie i rozdrażnienie nasilało atak. Decyzja była szybka i skuteczna. Maleństwo wyciszyło się, atak ustał, zasnął... o 3 w nocy przebudził się i zjadł trochę, zasnął... 4:15 niespokojne nawoływanie i marudzenie...5 zasnął... 7rano znów niespokojny sen...8:30 zasypia spokojnie w moich ramionach...a w końcu ja z nim. 11 przed południem budzi mnie uśmiechem i gaworzeniem. Ufff wszystko minęło, zaczynamy odpoczywać...

Moja radość trwała jednak krótko, Mateuszek zjadł śniadanko i drzemał jeszcze, tyle, że tak drzemał aż do 16, hmmm pomyślałam, że po takiej nocy musi odespać jak wstał zjadł pięknie obiad, bawił się i zaczepiał gdy nagle wypieki, dreszcze i 40stopni gorączki...ibum...20 minut niepewności ufff pomogło, znów zaczyna szaleć i zaczepiać. Zęby? Nie wiem, wszystko na to wskazuje: temperatura, gęsta ślina, przekrwione dziąsła tylko dlaczego tylko te górne od 1 do 4 i skąd przy bólu zębów chęc jedzenia???Oskrzela czyste, bez szmerów, gardło ładne lekko zaczerwienione po wymiotach blednie już...zgłupiałam całkiem:-( Pobawiliśmy się, poczytaliśmy i po kolacji przeszedł czas do łóżeczka. No i znowu się zaczęło, dreszcze i gorączka 40stopni...ibum w minimalnej dawce i mały zasnął mi na rękach, wyciszył się przy moim sercu. Teraz śpi dalej wtulony, gorączka spadła,  nic go nie rusza nawet stukanie klawiatury gdy pisze ten tekst... tylko musi mnie czuć, bo gdy chcę go odłożyć na podusię przebudza się i popłakuje... czas spać dobranoc kochani oby noc przyniosła ukojenie a jutrzejszy dzień spokój i uśmiech....

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

...

wtorek, 20 października 2009 12:53
  Oj dawno mnie nie było, ale niestety  mój komputer się pogniewał na mnie i odmówił dalszej współpracy. No cóż jestem bez komputera i co wynika z tego bez internetu. Dziś jestem z Mateuszkiem u rodziców i  postaram się w skrócie napisać co u nas słychać.  Mamy sporo czasu bo apropo złośliwości rzeczy martwych samochód musiałam odstawić do warsztatu i odbieram go dopiero wieczorem;-( . Ale nie ma tego złego bo uzupełnię braki na ineternecie...

 Od czego by tu zacząć hmmm sporo się wydarzyło... Mateuszek zrobił się dużo bardziej komunikatywny i rozbrykany. Całymi dniami opowiada coś po swojemu, rehabilitantki są bardzo z niego dumne. Ja też, bardzo. Oprócz gaworzenia i terroryzowania mamy Mateuszek  polubił pozycję siedzącą i siedzi sobie w wózeczku obserwując co robię. A od jakiegoś czasu w związku z zimnymi nocami Nasza psica jest już w domku, Groszek jest przeszczęśliwy(*-*) mając ją przy sobie, Kot Kłaczek też się przyzwyczaił, zwierzaki podzieliły teren domu na górę -Kłaczek a dół- Saba i jak na razie szanują swoją prywatność. Ja nie jestem taka przeszczęśliwa jak Matiś bo kudły psa fruwają wszędzie i trzeba co najmniej dwa razy dziennie odkurzać ( ale niedługo zmieni sierść i skończą się kłaki;) hmmm ale czego się nie robi dla uśmiechu dziecka.

 Udało nam się podgonić trochę zaległości w szczepieniach Groszka, jeszcze sporo przed nami ale najważniejsze mamy za sobą. Mój synek dzielnie znosi szczepienia, nie płacze tylko w wyrzutem patrzy na Panią pielęgniarkę.

W dalszym ciągu sprawdzamy oczka Mateuszka, okularki murowane tylko jeszcze nie wiadomo z jaką wadą mamy do czynienia. Podziwiam Panią doktor za cierpliwość przy badaniach bo Mateuszek nie mówi co widzi a czego nie. Pani doktor dwoi się zawsze i troi żeby wszystko sprawdzić. A że mały jest przekorny trzeba mieć czas i chęci żeby chciał współpracować.

 Co do rekonstrukcji czaszki to jak na razie nic nie wiadomo bo jak zwykle jest tyle opinii co lekarzy. Pan doktor który operował Matiego po urodzeniu jest przeciwny bo ma ona na względzie przede wszystkim względy wizualne, estetyczne. Hmmmm czyli nadal szukamy i rozważmy ach...

Tak ogólnie, jest super wprawdzie pogoda nas nie rozpieszcza ale my jesteśmy szczęśliwi. Mateuszek ma apetyt, rośnie, nie choruje,  jest pogodnym rozbrykanym i bardzo cwanym trzy i pół latkiem. Polubił rehabilitację, basen pokochał. Jest przekorny i zadziorny i doskonale wie jak postępować z mamą żeby zawsze mieć co chce...

 

 

 

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

weekendowe leniuchowanie

niedziela, 20 września 2009 17:11

Wczoraj pojechaliśmy do lasów Milickich szukać grzybów, no i… znaleźliśmy wspólnymi siłami aż 4 ;-). No cóż na małą grzybową zupkę starczyło hi hi. Najważniejsze że Mateuszek spędził miło czas w lesie, a uwielbia las. Myślę, że przede wszystkim dlatego, że wszędzie dokoła coś się dzieje, wszędzie są drzewa a siedząc w wózku może spokojnie (nie licząc wstrząsów na wybojach leśnych ścieżek) obserwować. Wprawdzie jeszcze mamy lato ale w lesie już czuć jesienną atmosferę, drzewa i cała przyroda nabiera pięknych barw(*-*). Byliśmy w lesie bukowym i wszędzie były łupinki orzechów. Mimo, że grzybów nie było spacer  był bardzo energetyzujący. Bardzo lubię spędzać czynnie czas, czynnie tzn na spacerach i otaczać się przyrodą. Wydaje mi się że Mateuszek też, bo zawsze jest bardzo uśmiechnięty i zadowolony. Przyroda jest cudowna a obserwowanie jej wycisza i koi zmysły przed ciężkim tygodniem pracy. Niedziela hmmm jak to niedziela, spanie do południa potem wspólne spędzanie czasu a za chwilkę idę z Mateuszkiem :-D na spacer, wykorzystać piękny słoneczny dzień, może w lesie koło Nas znajdziemy jakieś podgrzybki albo kozaczki… no to lecimy papa

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

przeziębienia

wtorek, 15 września 2009 16:37

Pochorowaliśmy się, kolejność oczywiście zachowana najpierw w piątek Mateuszek dostał wysokiej gorączki, kaszlał i męczył go okropny katar. Zaaplikowałam mu leki (obeszło się bez antybiotyku) i już w niedzielę czuł się dużo lepiej. Tylko nie bardzo wiem co mu pomogło, czy leki czy to że „sprzedał” choróbsko mi… no cóż ważne że mały w końcu przespał spokojnie noc. Bo od nocy z czwartku na piątek do niedzieli nie spaliśmy (bardzo męczył go katar i kaszel) . Teraz pozostał tylko kaszelek od czasu do czasu. A ja, ja niestety muszę odchorować swoje. Organizm osłabiony i też nie bardzo ma siłę walczyć z wirusem wspomagany samą herbatka z miodem. Ale dziś wygrzałam się pod kołderką z Mateuszkiem czytając książki i czuje się dużo lepiej. Pozostała tylko dziwna apatia towarzysząca mi od kilku dni. Nie nazwałabym tego zmęczeniem a raczej zmianami i huśtawkami ”w pogodzie”… cóż idzie jesień… złota polska  jesień hmmm 

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

wrzesień

poniedziałek, 07 września 2009 10:44

Ostatnio dużo się dzieje w Naszym życiu. Mateuszek dzielnie znosi nawał rehabilitacji i daje z siebie co może żeby podołać obowiązkom. Dla jednych wrzesień to przedszkole, szkoła. Mateuszek jeszcze nie idzie do przedszkola i tak naprawdę to nie wiem jak będzie dalej z jego kształceniem. Na razie nie mamy w perspektywie posłania go do przedszkola. Robi duże postępy ale niestety polskie realia w przedszkolach integracyjnych nie są dostosowane dla dzieci które nie są choć w małym stopniu samodzielne. Niewiele się zmieniło odkąd moja mama pracowała w takim przedszkolu, nadal w przedszkolach integracyjnych przeważają dzieci zdrowe lub z drobnym upośledzeniem psycho-ruchowym. Ale szczerze mówiąc nie byłabym w stanie oddać Mateuszka, mojego Aniołka do jakiegoś molocha. Taaak to pewnie egoistyczne i pewnie nie jestem odosobniona, bo chyba każda mama przeżywa pierwsze dni przedszkola, chyba że już wcześniej posyłała maleństwo do żłobka. Są różne sytuacje w życiu i czasem trzeba.  Z Mateuszkiem jesteśmy bardzo związani ze sobą emocjonalnie. Choć pewnie to ja bardziej przeżywam dzień spędzony bez mojego Groszka. Mateuszek to mała przylepa, uwielbia się przytulać zwłaszcza wieczorami po kolacji. To już taka mała tradycja…

Od piątku Mateuszek ma swoja huśtawkę, to był strzał w dziesiątkę. Uwielbia się huśtać jak każde dziecko. To nie jest taka zwykła huśtawka, to trochę hamak. Mateuszek w niej leży i może się bawić a dzięki temu że jest otoczony materiałem czuje się bezpiecznie… jak tylko zrobię jakieś zdjęcia to umieszczę je obowiązkowo na blogu…

 

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

spacer :-)

piątek, 28 sierpnia 2009 9:30

Uwielbiamy takie spacery po lesie...

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

27lat

wtorek, 25 sierpnia 2009 10:37

W niedziele skończyłam 26 lat… hmmm  to mało czy dużo? Biorąc pod uwagę to co już mam za sobą to chyba mało. Jestem młoda mamą  wspaniałego 3,5 latka, odkąd Mateuszek pojawił się w moim życiu szybko dojrzałam bo wymagała ode mnie tego sytuacja ale z biegiem czasu, kiedy poradziłam sobie z sytuacją wróciłam do szaleństw i „bycia” młodą, lekko szurniętą i pełną energii mamą, dziewczyną. No bo co to jest 26, hmmm już 27 lat. To dopiero początek, przede mną wiele radosnych i pewnie też smutnych chwil. W moim życiu pojawiają się nowi bardzo wartościowi ludzie, którzy teoretycznie mieli zostać tylko chwilkę a zostają ze mną „na stałe” . Ciągle coś nowego odkrywam, poznaję świat razem z Mateuszkiem, razem z nim uczę się siebie i zdobywam coraz to nowy bagaż doświadczeń, którym zaczęłam się dzielić z innymi mamami dzieciaczków takich jak Mateuszek. Kiedyś, na początku drogi sama potrzebowałam wsparcia innych mam. Teraz też go potrzebuję, bo nie jestem wszechwiedząca ale mogę też spełniać siebie pomagając innym. Odnoszę wrażenie że wiele mam szanuje to co mówię i wspólna gonitwa w poszukiwaniu lepszego jutra dla naszych dzieciaczków jest łatwiejsza, każda z nas ma jakieś doświadczenia którymi może się podzielić. Nie zawsze są to miłe doświadczenia ale rozmowa o nich pozwala choć w małej mierze ustrzec innych przed błędami. Jeszcze wiele przede mną…

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

śmieszek

piątek, 21 sierpnia 2009 23:25

Coraz większymi krokami zbliża się koniec lata:-\, koniec wakacji… życie szybko biegnie do przodu nie oglądając się na Nas. Mateuszek ma już 3 latka i 6 miesięcyserce, ma na swoim koncie wiele sukcesów wbrew opinią lekarzy „idzie jak burza”. Jest cudownym chłopcem i nie piszę tak bo to mój synek, On po prostu potrafi oczarować każdego jednym spojrzeniem.

Zadziwia mnie czasem jego zacięcie  i niepohamowana chęć poznawania świata, Groszek jak się na coś uprze to tak ma być i koniec, mrugnie parę razy długimi rzęsami i świat leży u jego stóp… heh ostatnio Mateuszek bardzo dużo się „prawdziwie” śmieje jak coś go rozśmieszy, wieczorami wrócił do opowiadania co robił w ciągu dnia. Opowiada całym ciałem, oczkami i gaworzy, „eła” i składa dość dziwne sylaby hmmm a próba zagłuszenia jego opowieści kończy się zawsze fiaskiem bo Mateuszek wtedy „mówi” coraz głośniej i głośniej.

Dzisiaj przywiozłam do  domku orbitreka (sprzęt do ćwiczeń aerobowych;-) ni to rower ni to bieżnia, bo mimo, że ostatnimi czasy super się czuję sama ze sobą to zawsze znajdą się jakieś zbędne kilogramy do zgubienia, zwłaszcza, że na początku września w planach wesele u rodzinki)  jak tylko zaczęłam na nim ćwiczyć Mati dostał śmiechawy:-D i całe 30min ćwiczeń patrzył na mnie i miał ubaw. Moje kochanie, dopingował mnie bardzo, bo jak tylko zatrzymywałam się na chwilkę mały szeroko otwierał oczy i przestawał się śmiać, nagle stawał się bardzo poważny tak jakby mówił mi „ no mama jeszcze trochę…”  poprawa kondycji murowana…  hmmm no bo zawsze może być lepiej niż jest. Prawda??? Z takim trenerem jak Mateuszek obijanie się nie wchodzi w grę, bo sama przyjemność słyszeć jego szczery dziecięcy śmiech i widzieć błękitne, lazurowe oczka wpatrzone w siebie... sama słodycz


A niedługo podsumowanie lata, a sporo tego będzie bo Mateuszek dzieki przerwie w rehabilitacji zrobił duże postepy. Bardzo się cieszę, że rehabilitancji chwalą mojego Groszka0:-)

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

do pracy

wtorek, 18 sierpnia 2009 11:05

Tak jak przewidywaliśmy przerwa wakacyjna bardzo dobrze zrobiła Mateuszkowi. Nabrał trochę ciała, podczas pobytu nad morzem wrócił apetyt i humorek. Wczoraj byliśmy na pierwszej rehabilitacji po miesięcznej przerwie i… było super!!Groszek pokazał wszystko co poukładało mu się w główce podczas wakacji. Pełen energii i chęci uparcie trzymał głowę i wyciągał się do siedzenia (bo świat z tej perspektywy bardzo zaczął mu się podobać, już  nie straszna mu grawitacja). Powiem szczerze, trochę się bałam, że mały się odzwyczai od rygoru ćwiczeń, dlatego ćwiczyliśmy po domowemu a przerwy takiej wogle bez ćwiczeń miał dwa tygodnie, tyle, że rehabilitację mamy tak zakorzenioną, że nieświadomie też wykonywaliśmy ćwiczenia nawet przy codziennej pielęgnacji. Okazało się, że Mateuszek bardzo dobrze przyswajał przekazywane ukradkiem informacje;-) … Rehabilitantka była bardzo zadowolona i chwaliła Mateuszka, że zaskoczył i możemy przejść do następnych etapów ćwiczeń (podporu i pionizacji). Przyszedł nawet ulubiony rehabilitant Mateuszka Pan Kamil, wtedy się zaczęło, Groszek chwalił się, opowiadał (swoim, swoją drogą bardzo skąplikowanym językiem) wszystko chciał pokazać. Zaczepiał Kamila, był niesamowity0:-)

Pierwsze koty za płoty… cieszę się bardzo, Mateuszek odpoczął i nabrał nowej energii i zapału, ja zresztą też…  najbardziej cieszy mnie Mateuszka apetyt. Jego problemy z jedzeniem i brak apetyt bardzo mnie stresował, mały nie miał siły ale wszystko wróciło do normalności. Hmmm ale to nie moja zasługa;-)… 


a tu jeszcze zdjęcie z nocnego życia nad morzem


komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

machomen:-)

poniedziałek, 17 sierpnia 2009 18:31

wakacje

poniedziałek, 17 sierpnia 2009 18:13
na plaży, na plaży fajnie jest...:-)


komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

...

wtorek, 04 sierpnia 2009 0:53

"Czas jest jedynym bogactwem i darem, którym wszyscy zostali obdzieleni po równo.

Każdy człowiek otrzymał dokładnie 168 godzin na tydzień..."

trzeba żyć każdą chwilą;-)


komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

sobota, 21 listopada 2009

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

my...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 04.02.2009 20:24:55
  • autor: Emile
  • treść: Kasiu, szkoda, że wc...

Statystyki

Odwiedziny: 7115
Wpisy
  • liczba: 197
  • komentarze: 20
Galerie
  • liczba zdjęć: 57
  • komentarze: 0
Księga gości: 9
Bloog istnieje od: 1015 dni